Szkoła Pozytywna
Krupiński Franciszek Salezy
Szkoła Pozytywna.
1868r.
Według wszelkiego prawdópodobieństwa opartego i na historyi nauk i na obecnem dążeniu ducha ludzkiego, czas sztucznych systemów filozoficznych, religijnych i społecznych przeminął bezpowrotnie i już tylko w historyi głośne w pewnych peryodach marzenia, znajdują wzmiankę jakby na przestrogę późniejszym wędrowcom naukowym, ażeby omijali ścieżki nadzwyczajne, a szli gościńcem ubitym stopami całego rodu naszego.
Przypuszczając, że czytelnik zgadza się z nami co do nieodwołalności dekretu wymierzonego przez zdrowy rozsądek na wszelkie marzycielskie systemata filozoficzne, na wszelkie szkoły spekulacyjne; przypuszczając z drugiej strony, iż rzeczywiście nie powstaną już żadne utopie, czemu nie bardzo można dać wiary: pozostaje do objaśnienia zaraz na początku, co rozumiemy przez szkołę, skoro szkolarstwo potępiamy, i co znaczy dodany jej przymiotnik pozytywna. Objaśnienie to uważamy za konieczne tak dla uniknienia posądzeń o niekonsekwencyą, jak też dla określenia granic, wśród których zamierzamy się poruszać a tem samem i pokazania czytelnikowi, czego się ma spodziewać po niniejszej rozprawie.
Przez szkolę rozumiem zbiór zasad r wiadomości, jakie rozum zgromadził o wszystkich przedmiotach wchodzących w zakres jego badania. Jeżeli się obejrzymy za siebie w przeszłość, jeżeli zapytamy ludzi z którymi żyjemy, przekonamy się, że tak zmarli jak i żyjący mieli i mają pewien zasób wiadomości c świecie, człowieku i społeczeństwie; że, mieli i mają pewne zasady postępowania. Nie masz prawie tak kretyniego umysłu, któryby nie wyrobił sam sobie, lub nie przejął od innych wyobrażeń dotyczących np. życia, obowiązków, stosunków ekonomicznych, politycznych i religijnych. Z drugiej znów strony wiemy i z historyi i z doświadczenia, że te zasady, wiadomości, pojęcia, wyobrażenia, były i są bardzo rozmaite, że genialniejsi z pomiędzy ludzi wyrobili takie lub inne pojęcia, które mniej uzdolnieni przyswoili sobie i według nich porządkują swoje wiadomości, kierują życie. Wprawdzie mówimy, że społeczność ludzka uważana w ogóle, najczęściej nie ma żadnych zasad i omackiem chodzi po świecie; ale jest to tylko złudzenie. Naturalna skłonność do wiedzy, do zdawania sobie sprawy ze wszystkich zjawisk jest tak silna w człowieku, że nie mając przewodnika, nie znając środków i metody dojścia do rozwiązania sobie pytań co chwila stawianych, wynajduje złudne przyczyny owych zjawisk i tworzy na własną rękę filozofią. Kiedy jednak ze wzrostem dobrobytu, z podziałem pracy, utworzy się osobna klasa ludzi zastanawiających się nad sobą i otaczającym ich światem; tedy pomysły ich przyjmuje reszta społeczeństwa i szereguje się według tych pomysłów na pewne oddziały, które w nauce nazywamy szkołami, w życiu publicznem i politycznem stronnictwami. Takie pojmowanie szkoły jest nieodzownym warunkiem do zrozumienia ruchu umysłowego, a istnienie szkół naukowych nieodzownym warunkiem postępu duchowego. Jakoż, nie pojmujemy człowieka myślącego, ażeby się nie połączył z taką lub inną szkołą, to jest żeby nie miał takich lub innych pojęć o świecie, sobie i społeczeństwie. W przeciwnym bowiem razie, umysł jego podobien do piłki rzucanej z rąk do rąk, przerzucałby się co chwila do takich lub innych pojęć, według tego jakieby mu przypadek nadarzył.
Jeżeliśmy zatem powiedzieli, że prawdopodobnie minął czas szkół, systemów i sekt, to ma się rozumieć, że już dziś trudno zdrowo myślącemu człowiekowi marzyć o utworzeniu zamkniętey w sobie i nieprzystępnej dla świata nauki; o zbudowaniu systemu tak wykończonego, żeby już nie było nic do zrobienia, do poprawienia; żeby już tylko założyć ręce i czekać rozpłynięcia się w błogiem nicestwie. Szkoła zatem w naszem pojmowaniu jest pewnym zbiorem prawd, wiadomości o świecie i człowieku, jest nieodzownym warunkiem postępu nauk i nie może się nigdy uwalać za panią absolutną ducha ludzkiego, lecz tylko za czasową gospodynią na uczcie umysłowej. Zmieniają się pokolenia, muszą się więc zmieniać i szkoły, a na tej zmianie właśnie polega rozwój ku lepszemu czyli postęp.
Teraz przejdźmy do porozumienia się z czytelnikiem co znaczy szkoła pozytywna.
Gdyby kto był ciekawy i chciał zajrzyć do Słownika języka polskiego przez Lindego przekonałby się, że tam nie ma wcale wyrazu pozytywny, a tem samem nie mógłby wiedzieć jakie znaczenie przywiązujemy w niniejszej rozprawie do tego przymiotnika.
Dzisiaj w pospolitej mowie nazywamy jakąś wiadomość pozytywną, gdy jest bezwarunkowo prawdziwą, gdy nie ulega zaprzeczeniu; nazywamy dalej pozytywnym człowieka, który się nie bawi w marzenia, to co umie zna zasadnie, w postępowaniu z drugimi jest słownym, rzetelnym, sprawiedliwym; nazywamy wreszcie pozytywnemi takie nauki, które jak matematyka i na niej oparte gałęzie wiedzy, mają za sobą oczywistość, nie mogącą ulegać zaprzeczeniu. Tak więc już z popularnego, zwyczajowego użycia przymiotnika pozytywny przekonywamy się, że wyraża on coś dodatniego, coś korzystnego dla osoby lub faktu: krótko mówiąc, pozytywny, to tyle co pewny, niezawodny.
Przeniesiony ten przymiotnik w sfery naukowe, nie powinien mieć innego znaczenia nad to, jakie do niego zwyczaj przywiązał. Ile razy bowiem wyrazy maja, inne znaczenie w mowie pospolitej a inne w naukowej, lub między znaczeniem pospolitem a naukowem nie ma dotykalnego związku; tyle razy czytelnik jest w kłopocie co do wyrozumienia, tyle razy i nauka traci na ścisłości. Bacząc zatem na to prawidło terminologii, będziemy używali w ciągu obecnej rozprawy przymiotnika pozytywny, jako równoznacznego z pewnym, niezawodnym.
